Mariusz „Demon” Dzwonek, współzałożyciel i gitarzysta sosnowieckiej formacji Frontside, był gościem Kuriera Miejskiego i Zagłębiowskiej Mediateki w podcaście Bibliotalk. Rozmawialiśmy m.in. o nowej, dziesiątej już płycie zespołu, która ukaże się w najbliższych tygodniach i o trasie koncertowej „Chaosu nastał czas”, podczas której zespołowi Frontside towarzyszyć będzie młoda zagłębiowska formacja Hamulec.
Pod koniec marca rozpoczynacie razem z zespołem Hamulec trasę koncertową „Chaosu nastał czas”. Czy po tylu latach obecności na scenie przygotowania do takiej serii występów to właśnie chaos, czy może spokojne przejście przez drzwi z napisem „scena”?
Na pewno tak nie jest. Od września byliśmy zaszyci w studiu. Próby dopiero zaczniemy w marcu. Koncert to zawsze stres. Zawsze się śmiejemy, czy damy radę wytrzymać kondycyjnie i zagrać te numery, które zaplanowaliśmy. Lista kawałków trochę zmieni się w porównaniu z poprzednimi trasami z zespołami Illusion czy Vader.
Skąd pomysł na trasę z zespołem Hamulec? To chłopaki z młodego pokolenia, dla którego ciężkie brzmienia nie są dziś raczej pierwszym muzycznym wyborem.
Hamulec gra dość prężnie. To młodzi chłopcy, którzy też wywodzą się z ziemi zagłębiowskiej. Zawsze staraliśmy się doglądać, co dzieje się na naszej scenie. W latach 90. ta scena była bardzo prężna, jeśli chodzi o muzykę metalową wszelkiej maści. Było też sporo punk rocka i oczywiście ska. Na pewno Hamulec wybija się poza szereg innych zespołów, które u nas działają. Obserwowaliśmy ich i pojawiali się w naszych pomysłach trasowych. Myślę, że to fajny element, że oba zespoły wywodzą się z Zagłębia.
Wracając do tematu nowej płyty, trochę kazaliście na siebie czekać od momentu wydania „Zmartwychwstania” w 2020 roku. Kawałki z tego krążka będzie można usłyszeć podczas tych koncertów?
20 lutego była premiera pierwszego singla i myślę, że około 20 marca, kiedy nowa płyta będzie miała premierę, pojawi się prawdopodobnie drugi. Na pewno dwa numery, które wcześniej ujrzą światło dzienne, będziemy wykonywać podczas tej trasy.
Dwadzieścia lat temu miała premierę inna wasza płyta – „Absolutus”, na której znalazła się piosenka „Wspomnienia jak relikwie”. Jest takie wspomnienie związane z początkami zespołu Frontside, które jest dla Ciebie taką relikwią, która na zawsze zostanie w pamięci?
Pamiętam koncert, który graliśmy w Jastrzębiu-Zdroju z Kalibrem 44 w Domu Zdrojowym. Podszedł do nas wokalista grupy Psy Wojny i właściciel wytwórni i zaproponował wydanie kasety. To był duży powód do dumy, że ktoś posłuchał nas na żywo i taką propozycję złożył. Nagrywaliśmy to potem w Czeskim Cieszynie. Wszystko się przedłużyło, nie było autobusu ani pociągu. Musieliśmy spać na dworcu autobusowym. Takich historii było mnóstwo. To był początek drogi, chyba 1994 albo 1995 rok. Każdy koncert, który mogliśmy wtedy zagrać, każda recenzja, którą mogliśmy przeczytać i każda osoba, z którą mogliśmy zbić piątkę była dla nas bardzo ważna.
Całej rozmowy posłuchacie tutaj: https://open.spotify.com/episode/2ypnzbSYQXB13xO56cUx3m?si=3QvORdkuQbCKn_u3CwPIlw&nd=1&dlsi=6ec38efb15ca453e










