• O nas
  • Reklama
  • Kontakt
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Kurier Miejski
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Kurier Miejski
Strona główna Wydarzenia Kultura

Wojciech Leśniak: Teatr to moja pasja i życie

dodane przez redakcja
26 października 2026
w Kultura, Miasto, Ogólne, Wydarzenia, Wyróżnione
Wojciech Leśniak: Teatr to moja pasja i życie
Udostępnij na FacebookuTweetnij

Znakomity aktor Wojciech Leśniak w tym roku kończy 75 lat. Świętuje również 50-lecie pracy artystycznej i rozpoczął jubileuszowy 40. sezon w Teatrze Zagłębia. „Kurierowi Miejskiemu” opowiedział o aktorskich korzeniach rodzinnych, „Sobocie w Bytkowie”, rolniczej pasji i wspólnych scenach z „papieżem”.


„Jeżeli nie mógłbym być aktorem, to bym się chyba nie narodził” – to pana słowa z jednego z wywiadów sprzed 26 lat. Dziś nadal by się pan pod nimi podpisał?

Podpisuję się całym sercem i całą duszą. Nie mógłbym być kimś innym. Skończyłem Technikum Mechaniczne, ale to na prośbę mojego tatusia, ponieważ twierdził, że mężczyzna musi mieć konkretny zawód. Nie puścił mnie do ogólniaka, a do technikum. Dzięki Bogu, zdałem, o dziwo, ale byłbym słabym konstruktorem konstrukcji stalowych i nie daj Boże, żeby po moim moście ktokolwiek przeszedł lub przejechał.

Tata, czyli Michał Leśniak, znakomity aktor naszych scen. Mama, również aktorka Sabina Chromińska. Od małego miał pan okazję złapać scenicznego bakcyla. Dzieci aktorów często opowiadają, że od małego kręcili się gdzieś przy scenie. Pan też był takim teatralnym dzieckiem, które krzątało się za kulisami, a aktorzy byli dla niego wujkami i ciociami?

Ujął pan to najlepiej jak można było. Kiedyś wszyscy aktorzy, mówię o latach 50., gdy byłem bardzo małym berbeciem, po premierze chodzili do restauracji Polonia przy Kochanowskiego w Katowicach. Ściągali marynarki i robili z nich łoże, na którym spałem, a oni balowali na popremierowym bankiecie. Wychowywałem się w teatrze, we wszystkich jego zakątkach, jakie są możliwe do momentu, kiedy nie przyszła do nas babcia. Miałem już 4-5 lat i zajęła się moim wychowaniem. Nie musieli mnie rodzice targać po próbach i przedstawieniach. Ale jestem dzieckiem teatru i tego nie da się ukryć.

Być dzieckiem teatru to jedno, wykonywać ten zawód – drugie. Trochę kręta była pana droga od technikum, o którym pan wspomniał, do dyplomu krakowskiej PWST.

Nie wiem, czy mogę być wzorem dla młodzieży. Zaliczyłem dwa technika i dwie szkoły teatralne. Trzy lata byłem w Warszawie, a na czwarty rok zostałem przeniesiony do Krakowa, ale nie będę się chwalił dlaczego (śmiech). Ale czwarty rok zaliczyłem i zostałem magistrem sztuki. Zrobiłem to dla tatusia. Byłem pierwszym rocznikiem, który nie musiał pisać pracy, tylko dostawał absolutorium i prawo wykonywania zawodu aktora, ale ją napisałem. Tatuś opowiadał, że gdy siedział w obozie (Michał Leśniak po walce w kampanii wrześniowej trafił do oflagu w Murnau w Bawarii – red.), to marzył, że jak skończy się wojna to będzie miał syna, a on skończył wyższą uczelnię, co jemu nie było dane, bo wybuchła wojna, a był na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisałem pracę o nim i o teatrze obozowym z uwzględnieniem Leona Schillera.

Utrzymuje pan kontakt z kolegami i koleżankami ze studiów?

Ostatnio właśnie nie. Krysia Janda zawsze zapraszała nas do siebie. Niedawno była też rocznica śmierci Emiliana Kamińskiego. Miałem jechać, ale zrobiono nam inaugurację roku teatralnego z nową panią dyrektor i nie mogłem pojechać. Ale spotykam się. Gdy koledzy z Warszawy przyjeżdżają tutaj zawsze pytają, czy mam jakąś nową nagrodę (śmiech).

Debiutował pan w teatrze w Bielsku-Białej. Nie licząc Sosnowca, było też Zabrze, Katowice i Łódź. Jak pan zapamiętał pierwszy dzień w Teatrze Zagłębia? To była końcówka lat siedemdziesiątych.

Rok 1978. Dyrektorem wtedy był pan Jan Klemens. Nie mówiło się do niego „panie dyrektorze”. Ja do niego mówiłem „szefie”. To był wspaniały, rewelacyjny człowiek i dyrektor. Przyszedł do nas do domu i zaproponował mi rolę Mazepy. Myślałem, że tą rolą zawojuję przynajmniej Polskę południową i rzeczywiście zrezygnowałem z Teatru Polskiego w Bielsku-Białej i przyszedłem do Teatru Zagłębia na rolę Mazepy, która to rola była dla mnie największą porażką życiową. Odbija mi się to do dzisiaj. Zresztą, poszedłem do Jana Klemensa i mówię: „Szefie, przepraszam Cię bardzo, zawiodłem Cię. Jestem technik mechanik, muszę trochę odpocząć trochę od tego zawodu”. A on mnie objął i powiedział: „Wojtuś, musisz jedną rzecz wiedzieć. Role są również po to, żeby je kłaść”. Wyciągnął mnie wtedy z dużego stresu.

Dziś jest pan w takiej sytuacji, że wprowadza do zawodu młodych aktorów, którzy dołączają do zespołu Teatru Zagłębia. Kto tę rolę pełnił, gdy pan tu zaczynał. Grała tu wtedy plejada świetnych aktorów, m.in. Krzysztof Misiurkiewicz czy małżeństwo Bernard Krawczyk i Lidia Bieniasówna.

Benio Krawczyk i Lidka Bienias byli też przez sześć lat moimi serialowymi rodzicami w „Sobocie w Bytkowie”, gdzie grałem ich syna. Tak się to potoczyło, że potem na co dzień mówiłem do Benia „tato”, a do Lidki „mamo”. To był piękny okres. Znowu, dzięki dyrektorowi Klemensowi mogłem pracować w tym serialu. Zrobił za mnie zastępstwo, wymienialiśmy się z kolegą. Jeśli chodzi o uczniów, to miałem ich 21. Przygotowywałem ich do egzaminu eksternistycznego albo do szkoły teatralnej. Z niektórymi grałem już razem na scenie. To olbrzymia satysfakcja.

Podobno aktorzy nie lubią pytania: czy woli pan/pani grać w filmie czy w teatrze.

Odpowiem szczerze: Nie lubię ani filmu, ani telewizji. Uwielbiam teatr, bo to moja pasja i życie.

Ale kilka przygód było. Nie licząc „Soboty w Bytkowie” taki pokazywany czasem film „Anna i wampir” o głośnej sprawie Marchwickiego, kilka odcinków popularnego serialu „Blisko coraz bliżej”, a ostatnio też popularne seriale „Lokatorka” i „Ołowiane dzieci”.

Zagrałem ostatnio w dziewięciu filmach, ale – umówmy się – to epizody. Trzeba się wysilić, żeby zobaczyć mnie na ekranie. Ale miałem piękną przygodę i duże sceny z panem Piotrem… Ech, skleroza, taki blondyn, znany aktor. Papieża grał.

Adamczyk. Jak papież to tylko Adamczyk!

No Adamczyk! Powiedziałem mu: „Musi pan sobie zdać sprawę, że jak tylko wrócę do teatru, to pierwsze moje zdanie po przekroczeniu progu będzie o tym, z kim grałem w filmie”. A on na to: „A chce pan zabłysnąć?”. Odpowiadam: „Oczywiście”. „To niech pan powie, że miał pan sceny z papieżem”. I rzeczywiście tak zrobiłem. Ale film traktuję jako hobby. Nie lubię. Oczywiście, seriale i telewizja dają „gębę”. I tak było z „Sobotą w Bytkowie”, która dała mi rozpoznawalność. Miałem masę przygód. Rozdawałem autografy. Zepsuł mi się raz samochód i z Katowic do teatru jeździłem autobusem. Kierowca zatrzymał autobus koło Roździenia i mówi: „Panie, jak powiem żonie, że jechałem autobusem z Antkiem Pytlokiem i nie mam autografu, to wyrzuci mnie z domu”. I rozdawałem. Innym razem kupowałem na rynku w Katowicach kwiaty na premierę mojej żony. Podeszły do mnie dwie dziewczyny i mówią: „Panie Antku, nie poszedłby pan z nami na kawę”. Odpowiadam: „Nie mogę, bo idę do żony na premierę”. A one zdziwiły się: „Do żony? To my tego odcinka nie widziałyśmy”. A Antek był kawalerem. Dostawałem też listy, niektóre bardzo ciekawe. Bardzo mile to wspominam.

W teatrze tych ról też się nazbierało przez te wszystkie lata. Szambelan w „Iwonie Księżniczce Burgunda”, Chlestakow w „Rewizorze”, Szatan w „Kordianie”…

To było świetne przedstawienie. Reżyser Zbigniew Zasadny, gdyby nie odszedł, zrobiłby europejską karierę. Miał niesamowitą wyobraźnię. Zrobił z nami „Kordiana”, w którym grałem trzy postacie: Szatana, Papieża i Doktora. Nie wyobrażałem sobie, jak to można połączyć, a on mi to wskazał. Dostałem za tę rolę wiele nagród. Ale co do nagród to dokonaliśmy czegoś niesamowitego, bo z naszym „Hamletem” zdobyliśmy główną nagrodę Złotego Yoricka na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku z międzynarodowymi jurorami. Ja otrzymałem nagrodę dziennikarzy.

Zgodzi się pan z powiedzeniem, które mówi, że najważniejsza rola to ta, której się jeszcze nie zagrało?

Zawsze to powtarzam. Zawsze liczę, że w życiu zawodowym spotka mnie jeszcze coś ciekawego.

A rola reżysera? Też się pan w nią wciela, a efekty to m.in. lubiany przez widzów „Boeing, boeing”.

Nie tylko. Wyreżyserowałem w Teatrze Zagłębia cztery sztuki, ale nie jest to moja pasja. Reżyser musi ogarnąć całość – wszystkie role i technikę. Musi pamiętać o kostiumach, o sytuacjach i nie jest to moja wielka pasja. Ówczesna dyrekcja w osobie Doroty Ignatjew zwróciła się do mnie, czy nie wyreżyserowałbym jakiejś farsy i tak się złożyło, że powstał „Boeing, boeing”, a potem przyszła „Pomoc domowa” czy „Prezent urodzinowy”, wesołe przedstawienia dla ludzi.

Muszą być te, które skłaniają do refleksji i takie, przy których się uśmiechamy.

Proste. Dla każdego coś miłego. Zwłaszcza, w takim teatrze, w którym jesteśmy.

Wspomnieliśmy chwilę temu o małżonce. Rozumiem, że z żoną znakomitą aktorką Ewą Leśniak w domu przy obiedzie o teatrze nie rozmawiacie.

W życiu. W ogóle nie pomagamy sobie w rolach. Nie pytam o role mojej żony, ale na premiery w ramach możliwości idziemy. Chciałbym powiedzieć o swojej drugiej pasji. Mogę?

Oczywiście.

Wygrałem w totolotka i ziściło się moje marzenie życia. Chciałem mieć minigospodarstwo i dzięki wygranej je kupiłem. Tam się spełniam. Orzę, nawożę, kopię, sieję. To małe hektarowe gospodarstwo. Mam tam wspaniałych przyjaciół, którzy mi pomagają bardzo, a przede wszystkim mnie uczą. Tam odżywam. Dla przykładu w naszym ostatnim przedstawieniu mówiłem monolog Hamleta ze słynnym „Być albo nie być”. W domu potrafiłem się nauczyć potrafiłem w ciągu godziny nauczyć się dwie kartki, tam potrafiłem pięć. Sama przychodzi też interpretacja, bo pomagają ptaszki, pomaga przyroda i mój kochany pies. Jestem spełnionym i szczęśliwym facetem.

Na afiszu Teatru Zagłębia dziewięć sztuk z pana udziałem. Co dalej? Trwają przygotowania do kolejnych?

Trwają, ale nie ma mnie w obsadzie. Wychowałem się w teatrze i jestem na to przygotowany. Gdyby wziąć jakikolwiek tytuł na tapetę, dla młodych do 50. roku życia jest 70 proc. ról. Dla tych, którzy przekraczają pewną granicę wieku – 15 czy 10 proc. Zdaję sobie z tego sprawę. Zresztą, tatuś mi mówił: „Pamiętaj, że przyjdzie taki okres, kiedy przestaniesz grać główne role”.

W tym roku świętuje pan 50-lecie pracy artystycznej. Czego życzyć z okazji tego jubileuszu?

Zdrowia. To taki banał, ale rzeczywiście rzadko chodzę do lekarza, ale czuję, że to co potrafiłem skopać w dwie godziny, teraz robię w dwa dni. Ale zdrowie jest, siły są. Mam nadzieję, że coś ciekawego przede mną się rysuje.

Następny artykuł
Punkt paszportowy w Sosnowcu będzie nieczynny

Punkt paszportowy w Sosnowcu będzie nieczynny

Reklama

  • Otwórz w nowej karcie
  • Otwórz w nowej karcie
  • Otwórz w nowej karcie
  • Otwórz w nowej karcie
  • Otwórz w nowej karcie
  • Otwórz w nowej karcie
Kurier Miejski

„Kurier Miejski” czasopismo samorządowe
– Sosnowiecka Sieć Szerokopasmowa Sp. z o.o.
41-200 Sosnowiec, ul. 3 Maja 11 pok. 216-218
e-mail: redakcja@kuriermiejski.com.pl
tel. 600 676 194

Menu

  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum

Pogoda

Dabrowa Gornicza, PL
10°
Mostly Cloudy
06:2316:30 CET
odczuwalna: 8°C
wiatr: 14km/h W
wilgotność: 71%
ciśnienie: 1017.95mbar
indeks uv: 1
wtśrczwptsob
12°C / 0°C
13°C / 5°C
10°C / 4°C
10°C / 5°C
9°C / 3°C
powered by Weather Atlas
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt

© 2023 Kurier Miejski. Wszystkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności.

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum

© 2023 Kurier Miejski. Wszystkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności.

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zobacz naszą Politykę prywatności.