60 lat mija w tym roku od otwarcia domu kultury w Kazimierzu Górniczym. Wybudowana przez kopalnię Kazimierz-Juliusz placówka dziś działa pod egidą miasta jako Przystanek Otwartej Kultury Kazimierz i tętni życiem, bo dzieje się tutaj naprawdę wiele. O tym wszystkim opowiedziała nam jej dyrektorka Agnieszka Kozińska.

Jesteśmy w miejscu, które kiedyś funkcjonowało jako Zakładowy Dom Kultury KWK Kazimierz-Juliusz, potem był tu Miejski Dom Kultury Kazimierz, a teraz działacie jako Przystanek Otwartej Kultury Kazimierz.Zmienia się szyld, ale zadanie cały czas to samo: wychodzić z kulturą do mieszkańców i proponować im różne formy spędzania wolnego czasu.
Rzeczywiście, zmieniają się nazwy i ludzie, ale trwa ten budynek, idea i ta misja, dla której on tu powstał. Zbudowali to miejsce górnicy i ono rzeczywiście od pierwszych dni tętniło życiem. Przez „Wiadomości Zagłębia” zostało nawet nazwane misterem polskich domów kultury. W latach 60. było to bardzo nowoczesne miejsce.
Kto wtedy tu przyjeżdżał? Kto występował?
Mamy to szczęście, że nadal prowadzi tu swój zakład Jan Bebłot, który jest rewelacyjnym fotografem dokumentującym życie tej dzielnicy, a również zapalonym miejscowym historykiem. U niego są kroniki ze zdjęciami i wpisami artystów. Jesteśmy świeżo po ich lekturze, stąd wiemy, że śpiewali tu m.in. Czesław Niemen i Krystyna Prońko. Występowała tu Hanka Bielicka, mieliśmy też spotkanie z Hansem Klossem, czyli Stanisławem Mikulskim. To miejsce naprawdę tętniło życiem.
Kiedyś taki dom kultury miał każdy zakład pracy i zarazem każda dzielnica. Ale przetrwał tylko Kazimierz. Co było siłą i motorem, że to miejsce nadal funkcjonuje?
To miejsce wyróżnia to, że w pewnym momencie grupa ludzi się o nie upomniała. To musiała być oddolna iskra. Zaczęło się od tego, że ówczesny radny Zbigniew Dziewanowski szukał miejsca, gdzie mógłby trenować ze swoim klubem sztuk walki. Znalazł je tutaj, w budynku, który poza biblioteką, stał faktycznie pusty utrzymywany przez kopalnię tylko tak, żeby się nie zawalił. Radny dostał zgodę, a niedługo potem zaczęły się rozmowy w sprawie utworzenia tu domu kultury. Doszło do porozumienia między ówczesną dyrekcją kopalni i władzami Sosnowca i w 2004 roku ten budynek przejął Miejski Klub Maczki, a w 2006 roku zaczęła się nowa samodzielna era.
Era, która trwa do dzisiaj i era, dzięki której wróciło tu życie. Gdy wchodziłem do budynku, to drzwi prawie całe były zalepione plakatami dotyczącymi różnych zajęć i kół zainteresowań. Naprawdę sporo się tutaj dzieje!
Przede wszystkim wsłuchujemy się w te oddolne głosy. Tak jak mówi nasza nazwa, staramy się być otwarci. Jest kółko szachowe. Mamy warsztaty modelarstwa prowadzone przez mistrza świata i wiele innych. Tak naprawdę każdy jest w stanie znaleźć tutaj coś dla siebie. Są zajęcia rekreacyjno-ruchowe i takie oparte na zdolnościach manualnych. Jest kurs kroju i szycia, jest ceramika, są zajęcia z linorytów. Naprawdę ciężko je wszystkie wymienić, tak jest ich dużo. Wsłuchujemy się też w to, co aktualnie jest popularne.
Za Wami dwie duże organizowane przez POK imprezy: metalowy festiwal Hell in The Shell, a wcześniej Reakcja Słowiańska. Łączy je amfiteatr Muszelka w Parku Kuronia, którym też się opiekujecie. Okazuje się, że takie miejsce nie musi się kojarzyć tylko z przeszłością i niedzielnym koncertem orkiestry górniczej, ale może też świetnie funkcjonować dzisiaj. Jak do tego doszło?
Na Hell in The Shell sprzedaliśmy wszystkie bilety i jesteśmy z tego bardzo dumni. Muszelka też była obiektem wybudowanym przez górników dla górników. Mamy XXI wiek, kopalni nie ma, ale fajny obiekt mamy nadal, który jest w dodatku wyremontowany, więc trzeba mu było dać nowe życie. To obiekt otwarty, więc działamy tylko późną wiosną i latem. W tym roku wprowadziliśmy formułę coniedzielnych koncertów. W tym roku to była muzyka świata – muzyka klezmerska, iberyjska, cygańska, utwory Jana Kiepury. Te koncerty są otwarte, świetnie nam się to sprawdziło i na pewno będziemy je kontynuować. A sierpień to dwie naprawdę duże imprezy, o których już wspomnieliśmy, czyli Reakcja Słowiańska i Hell in The Shell.
Imprezy, które na pewno już na stałe wpisały się w kalendarz POK-u, ale i kalendarz Sosnowca.
Oj tak. Na pewno Reakcja Słowiańska, która jest kolejnym przykładem oddolnej inicjatywy, za którą poszliśmy jak w dym. Jak się okazuje, słusznie. Mamy autentyczną i prawdziwą imprezę robioną przez pasjonatów, ale skierowaną do wszystkich. To się cudownie sprawdza. Impreza się rozwija i co roku nabiera nowych kolorów.
A Hell in The Shell? To też „stara” impreza, która wyewoluowała z MetalFestu, których też naście edycji w Kazimierzu Górniczym zorganizowano.
Chyba osiemnaście. Bardzo chciałam tę imprezę odświeżyć. Każdy, kto chodzi na koncerty metalowe zdaje sobie sprawę, że potrzebny jest pewien anturaż, a niekoniecznie pasuje do niego nasza sala. Chcieliśmy zrobić coś, żeby ta impreza zaczęła się rozwijać i pierwszym pomysłem było przeniesienie do Muszelki. W zeszłym roku jeszcze pod starą nazwą, w tym roku pod nową cudownie się ta formuła sprawdziła. Mam nadzieję, że będzie to trwać, a muszę powiedzieć, że teraz zgłaszają się do nas zespoły z całego kraju i nie tylko, bo mamy zgłoszenie np. z Włoch. To wielki sukces, że zaistnieliśmy na tym rynku i że ludzie sami z siebie chcą u nas grać. To cudowne.
Może na którąś z imprez uda się zmobilizować pracowników, bo tworzycie przecież Formację Z Kulturą. Może trochę okazjonalnie, ale w internecie można zobaczyć kilka coverów, które nagraliście.
Rzeczywiście, zagraliśmy i zaśpiewaliśmy na którejś imprezie dla seniorów. Miał to być prezent, a powstała z tego Formacja Z Kulturą. Nie gramy i nie śpiewamy na stałe, ale być może… Nie, nie uchylę rąbka tajemnicy (śmiech).
Kopalni Kazimierz-Juliusz już nie ma, ale dla wielu rodzin z tej części miasta górnicza tradycja nadal jest ważna. Co roku zapraszacie mieszkańców na tradycyjną Barbórkę.
Działa u nas klub seniora Wiecznie Młodzi, a tworzą go tak naprawdę byli górnicy i byłe pracownice kopalni. Ta tradycja jest cały czas silna i żywa. To samo dotyczy Klimontowa, bo w ramach Przystanku Otwartej Kultury działa też tamtejszy klub seniora i zespół Klimontowianki. Dla tych wszystkich osób Barbórka jest ważna i zawsze się u nas odbywa. Zapraszamy wtedy Sosnowiecką Orkiestrę Dętą i dzieje się dużo fajnych rzeczy. Przypominamy o tej tradycji, bo jest to potrzebne.
Jak na 60 lat to miejsce trzyma się bardzo dobrze. Jakie plany, a może potrzeby na kolejne lata?
Na pewno będziemy musieli się rozwijać w kwestii sprzętowej, bo technika sceny idzie bardzo do przodu. Musimy zacząć wymieniać nasz sprzęt na nowy. Na pewno będziemy też dalej rozwijać nasze flagowe imprezy. A co jeszcze wymyślimy? Wszystko jest tak dynamiczne, że wszystko się może zdarzyć. Oczywiście, imprezy to jedno, ale nadal będziemy też rozwijać naszą działalność warsztatową.
Za nami pierwsza odsłona gali jubileuszowej. Przed nami jej powtórka w sobotę 17 października.
10 października mieliśmy galę dla zaproszonych gości, ale to miejsce należy do tej społeczności, dlatego 17 października powtórzymy ten koncert w formule otwartej.
Czego życzyć Wam z okazji tego jubileuszu?
Mam to szczęście, że mam absolutnie cudowny zespół i życzę im i sobie, żebyśmy nadal pracowali w tej unikatowej atmosferze. Od tego zespołu zależy wszystko. Pewno przydałyby się pieniądze, ale najważniejsze rzeczy robią ludzie.












