Czy jest bardziej zagłębiowskie danie niż pieczonki? W grę może wchodzić jedynie zalewajka, ale ją przygotowujemy przez cały rok w domu. A pieczonki najbardziej smakują teraz – jesienią – i koniecznie w plenerze. W Maczkach po raz kolejny zorganizowano konkurs Maczkowskie Pieczonki, w którym kilka drużyn stanęło do rywalizacji na ich najlepszy smak.






Pokrojone w talarki ziemniaki, do tego często marchewka i buraki, a do tego kiełbasa i boczek – ten przepis na pieczonki zna chyba każdy w Zagłębiu Dąbrowskim, chociaż w różnych jego częściach różnie się je nazywa. Smakoszami pieczonek są również mieszkańcy sosnowieckiej dzielnicy Maczki. Od kilku lat Miejski Klub Maczki organizuje tutaj konkurs pod nazwą Maczkowskie Pieczonki. Każda z drużyn deleguje potem jednego ze swych członków do jury, które komisyjnie wybiera te, które smakują najlepiej.
Józef Naziemiec z zespołem harcerzy w konkursie w tym roku brał udział już po raz trzeci.
– Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego smaku. Nie ma co kombinować: boczek, kiełbaska, a nic nie wyjdzie bez ziemniaków. Najważniejszy jest jednak humor, trochę zabawy i serca – podkreśla.
Smak i sposób przygotowania pieczonek na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat praktycznie się nie zmienił poza wędlinami, których dawało się mniej, również z uwagi na ich mniejszą dostępność. Bardziej dostępne były warzywa, które rosły przecież w przydomowych ogródkach. Był też okres, gdy do pieczonek wkrajano żółty ser.
– Pamiętam w Maczkach rodzinę, która mieszkała przy Skwerowej, a pochodziła z gór. Oni preferowali na przykład krojoną kapustę. Robiła się z tego niemal zupa, ale dobrze przyprawiona też miała swój smak – wspomina Józef Naziemiec. – Pieczonki na pewno są elementem zagłębiowskiej kultury, ale są też znane w innych częściach Polski, chociaż pod innymi nazwami, ale też nie wszędzie. Byliśmy kiedyś w okolicach Przemyśla i tam tego nie znali – dodaje.
Konkurs Maczkowskie Pieczonki w tym roku odbywał się już po raz czwarty.
– To fajna inicjatywa, bo nie dość, że możemy zjeść pyszne rzeczy to pobyć w sąsiedzkim maczkowskim gronie kultywując również starą regionalną tradycję – podkreśla Agnieszka Kozińska, dyrektorka Przystanku Otwartej Kultury. – Z pieczonkami jest jak z rosołem. Niby jest taki sam, a w każdym domu smakuje inaczej. Każdy garnek jest inny, każdy dodaje coś do starego przepisu, różne są przyprawy i różne podejście – dodaje.
W konkursie udział brali też maczkowscy seniorzy z Klubu Seniora Maczki Plus. Oprócz tego, że spotykają się w każdy czwartek o godz. 16 w Miejskim Klubie Maczki, to w konkursie na najlepsze pieczonki zdecydowali się wystawić dwie drużyny. Regina Gebel podkreśla jednak, że od spraw kulinarnych ważniejsza jest możliwość wspólnego spędzenia czasu na świeżym powietrzu.
– Nie robimy tego dla wygranej. Chcemy fajnie spędzić czas i o to głównie chodzi – zaznacza.
Swój przepis na pieczonki ma Zofia Kurasińska.
– Kroję wszystko, czyli ziemniaki, marchewkę, buraczka, cebulkę, boczek i kiełbaskę biorę do jednej miski, dodaję przyprawy – ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, sól i majeranek – i tam wszystko mieszam i dopiero wkładam do gara – zdradza sekret i uważa, że pieczonki zmieniły jednak swój smak chociażby z uwagi na większą dostępność wędlin i przypraw.
Pieczonki to również wspomnienia.
– Gdy w latach 70. pracowałam na Hucie Katowice, to jeździliśmy do Zakopanego. Zabieraliśmy duży gar i robiliśmy pieczonki dla całego 50-osobowego autokaru – opowiada pani Zofia.
W tegorocznym konkursie najlepsze okazały się pieczonki przygotowane przez Towarzystwo Miłośników Maczek. W historii konkursu nikt nie zdobył jeszcze pucharu na własność. Trafi on do tej ekipy, która najlepsze pieczonki przygotuje trzy razy.











