• O nas
  • Reklama
  • Kontakt
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Kurier Miejski
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum
Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
Kurier Miejski
Strona główna Spacerownik

Pasterka na kopalni Maurycy

dodane przez redakcja
21 grudnia 2021
w Spacerownik
Pasterka na kopalni Maurycy
Udostępnij na FacebookuTweetnij

Było to przed ponad stu laty*. Na ciemnym firmamencie nieba roziskrzyły się miliardy gwiazd. Dziwnie cicha i pełna tajemnic noc, spowiła osiedla górnicze dawnej kopalni Maurycy** w Niwce. Wędrowcowi, przechodzącemu przez osadę, zdawać by się mogło, że mieszkańcy jej zasnęli twardym snem, bo nigdzie najmniejszego znaku życia zauważyć się nie dało, a przecież był to dzień świętej Wigilii, dzień radości i wesela. Nagle w tę ciszę śmiertelną wdarł się kwilący głos dzwonka kopalnianego, wzywającego górników na pasterkę, która wyjątkowo na kopalni Maurycy odbywała się w podziemnej kapliczce, zbudowanej jeszcze za czasów górnictwa rządowego.

Zaledwie głos dzwonka przebiegł całą osadę, a już rozbłysły światłem okna domostw górniczych, a za chwilę wszystkie ścieżki zaroiły się dziwnie drgającymi ognikami, które po pewnym czasie połączyły się i utworzyły długi, kołyszący się równomiernie korowód światełek.

Górnicy idą na pasterkę. Autorką pracy jest Łucja Wieczorek z klasy III a – SP42.

To górnicy kopalni Maurycy i Józef w Niwce oraz Jacek w Bobrku, snuli się długim łańcuchem, jakby nocne duchy oświetlając sobie drogę kagankami górniczymi. Dążyli odświętnie ubrani na miejsce swojej pracy, aby stamtąd, z wnętrza ziemi, wyśpiewać światu przecudną melodię o przyjściu Zbawiciela. Lecz korowód ten był jakiś przedziwnie milczący; nie słychać było ani szeptów, ani głośnej rozmowy, nie słychać też było zeszłorocznych śmiechów radosnych, nie słychać i kolędy… Wszystkie twarze obleczone smutkiem, skrzywione boleśnie, a po niektórych staczają się łzy, skrycie ronione. Na przedzie korowodu idzie stary górnik Mateusz Martela z pochyloną smutnie głową, szepcząc do siebie jakieś niezrozumiałe wyrazy. Mróz skrzypi pod nogami, ale zimna nikt nie czuje, dzwonek na kopalni kwili i płacze, jakby nie w dzień wigilijny, lecz teraz nikt go nie słyszy. Wszystko dziś inaczej się dzieje jak roku zeszłego, nawet młódź górnicza milczy jak zaklęta i nie wyczynia sobie nawzajem niewinnych psot wigilijnych.

Korowód się zatrzymał, bo oto zaczernił się otwór pochylni schodowej. Przed otworem stoi naczelnik kopalni, a obok niego biała postać kapłana. Idący na przedzie Mateusz, zdjął z uszanowaniem czapkę z głowy, pokłonił się zwierzchnikowi, stojącemu również smutnie w ubiorze codziennym, pozdrowił go górniczym „Glückauf” i złamanym głosem zapytał: – „Czy ich odkopano”… Nie otrzymał odpowiedzi, ale domyślił się z smutnej twarzy zwierzchnika, że odkopywanie zaginionych nie dało rezultatu. Po pewnej chwili naczelnik z księdzem zwrócili się do wylotu kopalni, a korowód zaintonowawszy „Kto się w opiekę…”, poszedł za nimi.

Zaskrzypiały stopnie schodów, zadudniło w czeluści pochylni, głos pieśni stłumiły ściany gardzieli tunelu chodnika i za chwilę wąż światełek pogrążył się w podziemiach i znalazł się w kaplicy, o ścianach ciężkich, połyskująco szarych, – ot tak szarych jak dola górnicza, jak jego całe życie. Na skromnym ołtarzyku widniał posąg św. Barburki, a obok urządzony „żłóbek”. Przed tym to ołtarzem stanął Sługa Boży, a z ust jego popłynęła radosna wieść „Christus natus est Gloria in excelsis… „i przebijając mroczne głębie, odbijała się długo niemilknącym echem o czarne ściany i stropy kopalniane, łamała się o podpory drewniane i biegła hen, aż po filary. Z piersi braci górniczej buchnęła żwawo chórem kolęda „Anioł pasterzom mówił”, a potem „Lulajże lulaj”. Karne skupienie opanowało wszystkich, dusze na moment rozradowały się, łza błysnęła w oku jak gwiazda betlejemska z rozrzewnienia.

Po skończonej kolędzie wszyscy oglądnęli się za Mateuszem, który przecież klęczał od samego początku pasterki przy żłóbku Bożej Dzieciny, modląc się żarliwie. W tej chwili go nie było. Zmartwiał tłum górników z trwogi. Wiedział, dokąd się udał Mateusz. Wszak jeszcze wczoraj mówił on, że źle szuka się zasypanych towarzyszów, którzy już trzy dni pozostają odcięci od świata. Zrozumiał i naczelnik trwogę górników, bo szepnąwszy kilka słów do księdza, skinął na trzech doświadczonych i starych górników, odchodząc w stronę poprzecznego „ganku”.

A Mateusz? Ten z natchnienia Bożej Dzieciny poszedł starymi chodnikami w gardziel światów podziemnych, gdzie czaiła się wieczna, nieprzebyta ciemność, żarłocznie chłonąca w sobie podpory stropu jak stugębny smok. Nie przestraszała go czeluść złowroga i tajemniczo szumiąca cisza zamarłych z dawna chodników, nie przestraszały go trzaski pękającego stropu i spadające odłamki skał, on dążył na ratunek zasypanym towarzyszom, lecz inną drogą, którą mu wskazał Bóg -Dziecię, gdy modlił się u Jego żłóbka. Wyszedł z kaplicy z mocną wiarą, że odnajdzie żywych lub umarłych, ale oto siły go opuszczają, coś chwyta za gardło i dusi, jakiś półsen go ogarnia, jakieś nieznane moce, jakieś potworne mary otaczają go dookoła, szczerząc swoje paszcze, ziejące tylko nieszczęściem i chłodem, mrożące krew w żyłach. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Niby nie spał, a przecież dalekim był od rzeczywistości, od życia. Zaczął się mocować z sobą, powtarzał sobie z uporem, że przecież z rozkazu Bożej Dzieciny przyszedł tutaj, aby ratować zasypanych towarzyszów. W tym zmaganiu się, przez pół otwarte oczy, widzi rozstępujące się ściany chodnika, widzi wyłaniającą się groźną postać Skarbnika, otoczonego gromadą gnomów i duchów kopalnianych z kilofami na ramieniu i z błyszczącymi gwiazdkami nad czołem, które świeciły jak drobne lampki górnicze. Później zobaczył ognie buchające z otworów i szczelin ścian, korowód ludzi olbrzymów, którzy wkoło gromadzili się przy Skarbniku. Wreszcie ucichło wszystko, a Mateusz usłyszał potężny głos króla podziemi Skarbnika: – „Iżeś posłuchał głosu sumienia, iżeś nie bacząc na straszne niebezpieczeństwo, szedł na ratunek towarzyszom zasypanym, iżeś przez całą pasterkę modlił się o ocalenie kolegów, – wyjdziesz stąd cały i zdrów, lecz nie sam. Patrz! tam za tym „bąklem” jest wejście wąskie do miejsca, gdzie twoi towarzysze za parę godzin zakończyliby żywot. Idź! Spiesz się, bo czasu niewiele pozostaje zasypanym”.

Skarbnik w kopalni „Maurycy”.

Kończąc te słowa, znikł Skarbnik, a z nim cały jego dwór. Ocknął się stary górnik Mateusz, chwycił w drżące dłonie lampkę i pobiegł we wskazanym kierunku. Już minął toń „bąkla”, gdy wtem straszny trzask, łomot i huk zapełnił opuszczony chodnik. Runął strop jego, rozstąpiła się boczna ściana, sypiąc gruzem i rumowiskiem, spoza których wyłoniła się postać anioła skrzydlatego, nucącego „Gloria in excel sis…”. Jeszcze jeden krok, jeszcze jeden wysiłek i Mateusz zlany potem, okrwawiony, pokaleczony, dopadł do omdlałych towarzyszów, którzy leżąc na spodzie filaru tylko dlatego ocaleli, że belki stropu padając, oparły się ukosem o ścianę, tworząc rodzaj dachu nad nieszczęśliwcami. Ostatnim wysiłkiem wyciągnął z kieszeni blaszankę z jakimś napojem, który sobie przygotował na tę „podróż”; jeszcze w domu przed pasterką, wlał w usta trzem towarzyszom po kilka kropel i omdlał z wyczerpania. Po odzyskaniu przytomności, rozradował się wielce, bo zobaczył drogich kolegów już siedzących, choć strasznie zmizerowanych.

W tej chwili znów zatrzęsły się podziemia, znów powtórzył się potężny trzask i huk, a Mateusz przy bladym świetle swej lampki widzi, że „calizna” boczna rozchyla się, a w otworze jej ukazuje się odblask dalekiego, mdławego światła. Zerwał się na równe nogi, runął w ten ciemny otwór, a nie mogąc z wysiłku nadmiernego biec dalej, usiadł na kupie gruzu i ostatnim tchem zaintonował „Gloria in excelsis Deo…”.

Ołtarzyk św. Barbary – poziom czwarty kopalni „Kazimierz – Juliusz”. Zdjęcie zrobiłem 15 października 2015.

Co się później działo, stary Mateusz nie mógł powiedzieć. Gdy się przebudził, zobaczył znów ołtarzyk z św. Barburką, obok żłóbek z Bożą Dzieciną, a przy nim trzech uratowanych towarzyszów klęczących, i tłum górników, i księdza w bieli, i naczelnika, któremu po twarzy płynęły strumienie łez z radości.

I zaskrzypiały znów schody pochylni, ale jakoś radośniej i weselej. Tłum górników z naczelnikiem, kapłanem i trzema towarzyszami uratowanymi cudownie, mając w pośrodku bohaterskiego Mateusza. Wracał po pasterce do domów z radosną pieśnią na ustach: – „Bóg się rodzi…”.

Skarbnik, zwany także Skarbkiem, Czornym Pyjtrem, Pusteckim lub Fontaną jest demonem władającym górnymi piętrami podziemnego świata. Posiadł on umiejętność przyjmowania powłok cielesnych – ludzkich i zwierzęcych. Najczęściej przeistacza się w konia, kozę, psa, pająka, a nawet żabę. Jeśli chodzi zaś o typy ludzkie to zazwyczaj można spotkać go pod postacią paradnie strojnego sztygara lub w nieco bardziej oldskulowej wersji – jako dostojny, brodaty starzec przyodziany w archaiczny strój, którego kolorystyka utrzymana jest w okolicach barwy zwanej ecru. W świecie materii nieożywionej znany jest Skarbek jako dom handlowy, a także pociąg pospieszny co to onegdaj z Gliwic do stolicy kursował (później w relacji Bielsko Biała Gł. – Olsztyn Gł.) Nieodłącznymi skarbnikowymi atrybutami są: czerwienią albo zielenią gorejące ślepia, łuczywo, kaganek lub karbidówka oraz złoty kilofek. Miast stopy, diabelskim zwyczajem posiada kopyto, którym podobnie jak i kilofkiem ochoczo stuka po spągu stropie i ociosach. W ten oto sposób przypomina o swym nadprzyrodzonym z ludźmi obcowaniu, bada górotwór i przed niebezpieczeństwem brać górniczą ostrzega. Leniwych, złośliwych, psotników, cwaniaków, lekkoduchów, gwizdałków i pijaków nie lubi. Biada im. Bywa czasem, że takich gagatków do zguby doprowadza. W postać demonicznego Skarbnika (obojga postaci) wcielił się inż. Marek Pypno – górnik z krwi i kości. Zdjęcie najprawdopodobniej zrobiłem w kopalni „Maurycy” – mogła to również być któraś z upadowych „Mortimera” lub nawet kopalnia „Wojciech”. Niestety czas skutecznie zatarł obrazy mego pamiętania.

Szukając pomysłu na tekst do kolejnego wydania „Z Kurierem po Sosnowcu”, brałem pod uwagę tematykę związaną z Barbórką oraz Bożym Narodzeniem. Przypomniałem sobie wtedy o pięknej legendzie spisanej onegdaj przez Mariana Kantora-Mirskiego. Początkowo nosiłem się z zamiarem przekazania tej opowieści swoimi słowy, jednak urzeczony oryginalnym zapisem postanowiłem inaczej. Kiedy od Marka i Łucji uzyskałem wsparcie w zilustrowaniu artykułu, to byłem już pewien, że w grudniowym „Kurierze” znajdzie się legenda o pasterce na kopalni Maurycy.

Artur Ptasiński,

Centrum Informacji Miejskiej

* Patrząc z pespektywy dnia dzisiejszego należy liczbę 100 zastąpić liczbą 200.

**Kopalnia Maurycy była niedużą kopalnią węglową działającą w latach 1814-1857 (być może już wcześniej). Znajdowała się w okolicach ulicy Konstytucji.

Następny artykuł
Stowarzyszenie Aktywne Kobiety zaprasza na spacery po historycznym Szlaku Kobiet w Sosnowcu

Stowarzyszenie Aktywne Kobiety zaprasza na spacery po historycznym Szlaku Kobiet w Sosnowcu

„Zawsze Wierni” – historia prawdziwa do szpiku kości

WOŚP zagra już po raz trzydziesty

WOŚP zagra już po raz trzydziesty

Reklama

Kurier Miejski

„Kurier Miejski” czasopismo samorządowe
– Sosnowiecka Sieć Szerokopasmowa Sp. z o.o.
41-200 Sosnowiec, ul. 3 Maja 11 pok. 216-218
e-mail: redakcja@kuriermiejski.com.pl
tel. 600 676 194

Menu

  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum

Pogoda

Dabrowa Gornicza, PL
14°
Sunny
05:3519:48 CEST
odczuwalna: 13°C
wiatr: 16km/h NW
wilgotność: 25%
ciśnienie: 1019.98mbar
indeks uv: 2
czwptsobndzpon
16°C / 5°C
15°C / 5°C
18°C / 5°C
11°C / -1°C
12°C / 1°C
powered by Weather Atlas
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt

© 2023 Kurier Miejski. Wszystkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności.

Brak wyników
Pokaż wszystkie wyniki
  • Wydarzenia
    • Ogólne
    • Kultura
    • Sport
  • Kontakt
    • Tutaj dostaniesz „Kuriera”
    • Ważne telefony i adresy e-mail
    • Petycje i wnioski
    • Przetargi
  • Reklama
  • Ogłoszenia drobne
  • Promujemy Sosnowiec
  • Spacerownik
  • O nas
    • Archiwum

© 2023 Kurier Miejski. Wszystkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności.

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zobacz naszą Politykę prywatności.